"Nema" Teatr Nowy w Zabrzu

Bilety: I - 50 zł, II - 40 zł, III – 25 zł, stojące - 20 zł

SPEKTAKL DLA WIDZÓW DOROSŁYCH

tekst: Koffi Kwahulé
przekład: Jan Nowak
reżyseria: Katarzyna Deszcz
scenografia: Andrzej Sadowski
występują: Anna Konieczna, Danuta Lewandowska, Joanna Romaniak, Dagmara Noszczyk, Andrzej Kroczyński, Robert Lubawy

czas trwania: 1 godz. 40 min. bez przerwy

premiera: 28 kwietnia 2018 r.

Po spektaklu spotkanie z twórcami prowadzi Wojciech Majcherek.

Imię Idalia kojarzy się nam oczywiście z "Fantazym" Słowackiego. Ale jest w sztuce Nema Koffi Kwahule, francuskiego teatrologa pochodzącego z Wybrzeża Kości Słoniowej, bohaterka o tym imieniu. Spełniona, awansująca, zamężna bizneswoman. W zabrzańskim spektaklu Katarzyny Deszcz gra ją Anna Konieczna.
W tej francusko-afrykańskiej opowieści o miłości i przemocy, a raczej o miłości kobiet i przemocy wobec nich, przenosimy się do Paryża. Na styk klasy średniej i robotniczej. Do punktu, gdzie spotykają się francuscy Francuzi z Francuzami o korzeniach pozaeuropejskich.

Kwahule tytułuje swą sztukę imieniem Nemy, dojrzałej, wytatuowanej henną imigrantki z Mahrebu służącej w domu Idalii. Joanna Romaniuk gra ją na milczeniu, spokoju, cieple, które skrywa wewnętrzne piekło. Bo jej mąż Nicolas (Andrzej Kroczyński) - przebrany w muzułmański strój, sympatyczny sprzedawca kwiatów i koneser muzyki operowej - bije ją regularnie i dręczy, pomylił pożądanie z agresją, zadawaniem bólu. Bije, bo bywa zazdrosny o to, że Nema wychodzi z domu, że pracuje, że bywa w bogatych apartamentach, bije ją za to, że jest tylko prostą, nieuczoną Berberyjką lub Arabką, bije ją, bo jest pod ręką. Nema (jej imię może się polskim widzom kojarzyć ze słowem “niema”, nie mogąca mówić, nie potrafiącą opowiadać o swoim cierpieniu) otwiera się tylko przed swoją panią, u której sprząta.

Idalia Koniecznej przygląda się śladom na ciele tamtej kobiety ze wstrętem i przerażeniem, namawia do oporu, próbuje ratować ofiarę przemocy. I to jest działanie zastępcze, bo odsuwa tym samym od siebie świadomość, że w jej związku z Benjaminem (Robert Lubawy) zaczyna się coś psuć. Pracują przecież w tej samej firmie, ale to ona dostaje kierownicze stanowisko, mężczyzna staje się zazdrosny o jej awans, nie może zaakceptować tego, że jest jej podwładnym w pracy. Werbalne dręczenie zmienia się w próby rękoczynów, młode małżeństwo przestaje ze sobą rozmawiać, miłość zmienia się w rywalizację, nienawiść, podstępną wojnę. Benjamin wynajmuje Nicolasa, żeby pobił jego żonę, w końcu sam spróbuje zakończyć sprawę.

W przedstawieniu Deszcz nie tyle ciekawa jest ta nakręcająca się spirala nienawiści wobec osób najbliższych, co właśnie reakcja Idalii na przemoc wobec drugiej kobiety i przemoc, jakiej sama jest ofiarą. Idalia - w końcu mądra, przedsiębiorcza, niezależna kobieta - nie chce nic widzieć z tego, co robi Benjamin, nie reaguje na eskalację nienawistnych gestów wobec niej. Traktuje męża najpierw z czułością połączoną z pobłażaniem, potem staje się dla niej przezroczysty. Niech sobie taki będzie, skoro musi. Tylko że ta przezroczystość wiąże się z niewidzeniem zagrożenia. Idalia Anny Koniecznej też powoli zamyka się w takim niewidzialnym pancerzu, jest sama w swoim cierpieniu, wszystko po niej spływa. Bo przecież pani menedżer odnosząca sukcesy nie może być ofiarą, zwierzyną łowną, kimś takim może być tylko Nema, biedna, klasowo i religijnie naznaczona.

To nie spektakl o “mężczyznach, którzy nienawidzą kobiet” tylko o tym, jak własny status społeczny i kulturowy oślepia nas w chwili próby. Zło może być bliżej nas, niż myślimy. I nie jest związane ani z obyczajem, ani z religią. Człowiek staje się zły, kiedy nie ma tego, czego bardzo chce. Nema nie ma nic, niczego nie pragnie i właśnie dlatego może kogoś uratować.
Łukasz Drewniak, kurator teatralny Teatru Starego

Materiały prasowe teatru:
„Nema” w reżyserii Katarzyny Deszcz opowiada historię Nemy i Idalii, Nicolasa i Beniamina. Dwie kobiety, dwóch mężczyzn, dwa małżeństwa. Dwa światy, które istnieją obok siebie.

Niezależnie od statusu społecznego, bohaterowie mierzą się z podobnymi problemami: przemocą, zastraszaniem, łamaniem stereotypów. Idalia, kobieta sukcesu, dowiaduje się o problemach małżeńskich Nemy, swojej gosposi. Matka Beniamina niechętnym okiem patrzy na Idalię. Wolałaby, żeby synowa zajęła się domem i mężem, a nie karierą. Nicolas, mąż Nemy, udziela porad małżeńskich Beniaminowi. A Nema? Myślami jest gdzieś obok, schowana za murem milczenia.

Sztuka operuje mocnym, rytmicznym, pełnym ekspresji językiem. Słowa rzucane są na papier w połamanych i pełnych pasji rytmach jazzu. Sam autor przyznaje, że konstrukcja jego dramatów podobna jest do jazzowej improwizacji, w której wszystko ma jednak swoje miejsce.

Jest to pierwsza sztuka autorstwa Koffi Kwahulé wydana w języku polskim.

"Nema" Teatr Nowy w Zabrzu