"Dzienniki" wg Witolda Gombrowicza / Mikołaj Grabowski

Bilety: I - 60 zł, II - 50 zł, III – 30 zł, stojące - 20 zł

autor: Witold Gombrowicz
czas trwania spektaklu: 65 minut
reżyseria, adaptacja, wykonanie: Mikołaj Grabowski

Po spektaklu odbędzie się spotkanie z twórcami.
Prowadzenie: Łukasz Drewniak

„Każdy z nas ma w swoim życiu przynajmniej kilku autorów” – mówił przed laty Mikołaj Grabowski w jednym z wywiadów – „których akceptuje organicznie po paru przeczytanych stronach. Dzieje się tak dlatego, iż czytający odnajduje w nich potwierdzenie własnych, często jeszcze nie do końca wyklutych myśli i że zaprezentowane tu wnioski trafiają mu w sposób oczywisty do przekonania. Jednym z takich autorów, czytanych dotkliwie osobiście, jest dla mnie Gombrowicz.”

Witold Gombrowicz to obok Bogusława Schaeffera oraz ks. Kitowicza najczęściej wystawiany przez Mikołaja Grabowskiego autor. Jego twórczość stanowi dla reżysera kluczowy łącznik między polskim sarmatyzmem a XX-wieczną awangardą. Między dziełami genialnymi a literaturą drugorzędną. Z pomocą Gombrowicza Grabowski komentuje rzeczywistość, kłóci się z Polakami, Polaków zaczepia i obraża. Grabowski Gombrowicza cytuje, Gombrowiczem myśli, do Gombrowicza nieustannie wraca. W 1975 roku zagrał (jeszcze przed trzydziestką!) Ojca w "Ślubie" Skuszanki i ta rola na całe dekady zdefiniowała jego sceniczne emploi. Do happningowych doświadczeń z czasów współpracy z grupą MW2 Grabowski po prostu dodał obserwację barwnych polskich typów, stał się w teatrze reprezentantem gombrowiczowskiej „niskości”. Zrozumiał, że Gombrowicz nie jest tylko argentyński i francuski, literacki i artystyczny, ale również swojsko prowincjonalny. Niesie polską prowincję w sobie i z tej pozycji bierze się za sytuację międzyludzką, egzystencję, historię i filozofię. Grabowski postawił znak równości między swoją małomiasteczkową tożsamością (Alwernia) a małoszyckim pańskim stygmatem Gombrowicza. Z biegiem lat wystawił wszystkie jego dramaty: "Iwonę" w Jeleniej Górze (1978), "Ślub" w Radomiu (2016), dwa razy "Operetkę" (w Teatrze STU i w Imce). Ale najważniejszymi dla niego tekstami mistrza Witolda były zawsze utwory prozatorskie. "Transatlantyk" realizował siedmiokrotnie, "Wspomnienia polskie" – trzy razy, do "Dziennika" podchodził na dwa sposoby. W drugim Transatlantyku łódzkim (1989) sam zagrał rolę Witolda, skleił się z Gombrowiczem, podkręcił dezynwolturę jego bohatera własnym scenicznym wariactwem. W 1996 roku na fali popularności kolejnych scenariuszy Scheffera w jego reżyserii, "Opisu obyczajów", telewizyjnego "Transatlantyku" Grabowski przygotował dla Studia Teatralnego Dwójki godzinny monodram złożony z fragmentów diarystyki autora "Ślubu". W czarnej otchłani telewizyjnego studia reżyser portretował Gombrowicza przy pisaniu słynnego „poniedziałek – ja, wtorek – ja…”, zderzał go z zostawionym z oceanem polskim piekłem, stawiał przed lustrem, żeby spojrzeć na niego i przy okazji na siebie jako artystę. Gombrowicz pisał "Dziennik", Grabowski opatrzył swój monodram liczb mnogą: "Dzienniki" bo jest w nim wielu Gombrowiczów, wiele masek i opowieści. Gombrowicz, jego życie, Polska, dzieła, myśl ulegają nieustannemu podwojeniu, multiplikacji. Dni i zapiski zaprzeczają sobie, ciągną w różne strony. Gombrowicz-Polak gada z Gombrowiczem-pisarzem, Gombrowicz-samotnik przegląda się w Gombrowiczu-szydercy. Mówi Gombrowicz głosem Grabowskiego: „Ja wywodzę się z waszego śmietnika, we mnie odzywa się to, co wy w ciągu wieków wyrzucaliście jako odpadki. W chwili kiedy na gwałt potrzeba bohatera rodzi się ni stąd ni z owąd błazen.”

Mikołaj Grabowski grał "Dzienniki" w teatrze niewiele, najczęściej jako bonus, bis, dodatek do tournee z "Kwartetem", "Scenariuszem dla 3 aktorów", "Opisem obyczajów". W 2010 roku zrobił w warszawskiej Imce nową, gwiazdorską wersję "Dzienników", z Cielecką, Karolakiem, Peszkiem, Adamczykiem. Zaproponował inny układ tekstu, wyłonił się z niego Gombrowicz egzystencjalny, niepewny, pełen mroku, odcięty od spraw polskich. Pokazywaliśmy ją w 2012 roku w Teatrze Starym. Wersję jednoosobową, telewizyjną można było co najwyżej znaleźć na youtubie. Aż w końcu Mikołaj Grabowski postanowił wrócić do grania tego monodramu, dać mu drugie a może nawet trzecie życie. Skonfrontować się z Gombrowiczem w czasach, które znów bardzo potrzebują jego diagnozy.
Łukasz Drewniak, kurator programu teatralnego

[Zdjęcie portretowe starszego mężczyzny. Ma on krótkie, siwe włosy, ciemne oczy i okulary w cienkich, czarnych oprawkach. Jest ubrany w ciemnozielony sweter. Tło czarne.]

"Dzienniki" wg Witolda Gombrowicza / Mikołaj Grabowski

  • fot. Dorota Awiorko